WOJSKO POLSKIE - struktury organizacyjne

z 243

Uzbrojenie piechoty

Bellona 1925, wrzesień zobacz oryginał

UZBROJENIE PIECHOTY.

Drużyna i jej uzbrojenie.

Drużyna bojowa, ta podstawowa komórka naszej organizacji i naszej doktryny taktycznej, zagrożona we Francji, która ją wprowadziła i propagowała! Oto (jak podaje „France Militaire” Nr. 12072 z dn. 23. IV. 25 r.) pismem ministerjum 1. 1594/CM/l poddano pod dyskusję jednostek francuskich koncepcję organizacyjną, rozbijającą drużynę na sekcje fizyljerskie i grenadjerskie i skupiające te sekcje w ręku dowódcy plutonu. Projekt ten napotkał na bardzo ostry sprzeciw nieznanego autora podpisującego się literami A. G. na łamach „France Militair”’ z dn. 23. IV, 27. IV, 1. V, 5. V, 10. V, 16. V, 24. V i 27. V („La revision du reglement d’Infanterie”). Jakkolwiek rozważania taktyczne nie są i nie mogą być tematem niniejszego sprawozdania, poświęconego zagadnieniom uzbrojeniowym, to jednak, ze względu na aktualność sprawy i ścisły jej związek z poniżej omawianemi kwestjami czysto uzbrojeniowemi, dyskusji tej poświęcę parę słów.

Wychodząc z założeń „idei manewru” i „kombinacji ognia z ruchem”, projekt ten dąży do skupienia tych zasadniczych składników boju w ręku dowódcy plutonu, jak to dziś czynią np. Niemcy uznając, że drużynowy nie może mieć dostatecznej wiedzy taktycznej, by tę kombinacje ognia i ruchu celowo przeprowadzić na polu walki.

Słusznie wyszydza nieznany autor A. G. te objawy. Dlaczegóż nie skupiać w takim razie tych jednostek ognia i ruchu w kompanji? Wszak dowódca kompanji kombinację tę przeprowadzi jeszcze lepiej. A może w bataljonie? Szybko, powiada A. G., zapomina się o doświadczeniach wojny. Wszystko to już było! Wprowadzone po raz pierwszy w 1916 roku ręczne k. m. przydzielano plutonom, tworząc „uczone” kombinacje ruchu i ognia, szczegółowo określając zadanie każdej z tych komórek, na gramy wprost wyliczając liczbę przydzielonych żołnierzy. Ale rzeczywistość wojny rychło obaliła te koncepcje teoretyczne. Ogień nieprzyjacielski przekreślał rachunek, nie oszczędzając „specjalistów” więcej niż niewyspecjalizowanych. Suma „réalité des choses” stworzyła drużynę, odruchowe skupienie się grupki dokoła energiczniejszego i dokoła broni samoczynnej. Naczelne Dowództwo francuskie, wprowadzając dnia 10. IX. 1917 r. drużynę, jedynie potwierdziło stan rzeczy, który sam przez się wytworzył się na froncie.

Dziś rozważania teoretyczne - tem bardziej pociągające im więcej blednie coraz oddalające się wspomnienie wojny - starają się obalić tę wielką zdobycz wojny dla „nietykalnej” idei manewru. „Idea manewru drużyny bojowej - szydzi autor - kombinacja najodpowiedniejsza ruchu i ognia, gdy galopuje się przez ogień zaporowy, gdy wpija się w pole buraczane, gdy skacze się z leja do leja!... Idea manewru drużyny polega poprostu na wspólnej woli przeniesienia swego ognia naprzód w kierunku wskazanym, jak najszybciej, jak najdalej, aż do walki wręcz”.

To słuszne potępienie wymyślonych kombinacyj na polu walki, gdzie jedynie proste ma rację bytu, to kategoryczne odrzucenie namysłu i zastanawiania się tam, gdzie strach i potężne wrażenie ognia dozwala jedynie na stosowanie odruchu, gdzie afekt wyklucza wszelkie rozumowanie i gdzie jedynie w instykt przemienione przyzwyczajenie może znaleźć zastosowanie - prowadzi autora wprost do koncepcji (mającej - jak powiada autor - tę wadę, że nie jest nową) obecnej drużyny bojowej.

Odrzucając przydział dwóch broni samoczynnych, jako zbyt obciążający dowodzenie, a rozdział grenadjerów od fizyljerów ze względów omówionych powyżej, żąda jednak autor ściślejszego skupienia fizyljerów i grenadjerów w drużynie, uczynienia jej więc jednostką jednolitą. Nie wdając się w szczegółowe omówienie tej - nie we wszystkiem może słusznej - koncepcji, muszę podkreślić, że rzeczywiście rację ma autor, występując przeciw specjalizacji wyszkolenia wewnątrz drużyny, a tembardziej przeciw dwojakiej amunicji w łonie tej najmniejszej jednostki piechoty, t. j. stanowi w jakim - chwilowo zapewne - znajduje się drużyna francuska przez wprowadzenie nowego r. k. m.

Jako uzbrojenia tej drużyny żąda autor, poza celowniczym, dla wszystkich innych krótkiego karabinka o powtarzaniu samoczynnemu - być może - pistoletu maszynowego (krócicy) dla drużynowego. Ten ostatni traktuje z wielkiem zastrzeżeniem, wykluczając w każdym razie osobnego dla niego amunicyjnego.

Koncepcja drużyny, mimo swej prostoty, nie znajduje jednak poza granicami Francji bynajmniej jednolitego przyjęcia.

I tak, ostatnio wojsko szwajcarskie - jak donosi Heerestechnik Nr. 4 z roku 1925. i „Revue d’Artillerie” Nr. majowy z 1925 r. - wprowadziło lekki karabin maszynowy Furrera i przydzieliło go jako broń plutonu (dwa na pluton), a nie drużyny.

Gdzie tkwi przyczyna tego? Może przedewszystkiem w technicznych cechach broni. Karabin ten, bowiem waży 10 kg (z podstawą). Duża jego szybkostrzelność (480 strzałów na minutę wedle danych francuskich, a 700-800 wedle danych niemieckich), wymaga zmiany lufy po 180 strzałach. Do ciężaru broni należy więc dodać jeszcze ciężar lufy. Następnie dochodzi jeszcze ciężar ładownika o 30 nabojach (1 kg 25 nb.) czyli broń ta waży więc razem z sprzętem niezbędnym do działania około 12—13 kg[1].

Ciężar ten, a bardziej może jeszcze rozdział go na kilku strzelców tłumaczą odrazu sposób użycia broni. Broń jest za ciężka by była bronią drużyny.

Dlaczego jednak wojsko szwajcarskie wprowadziło tak ciężki „lekki karabin maszynowy”? Wszak karabin maszynowy francuski Chatelrault wz.24 waży wraz z podstawą i ładownikiem tylko 9 kg - techniczna więc możność wprowadzenia naprawdę lekkiego i celnego ręcznego karabina maszynowego istnieje.

Przyczyny tego tkwią raczej w taktycznej koncepcji. Koncepcji francuskiej drużyny bojowej, łączącej w sobie elementy ognia i uderzenia - mniejsza o to, czy rozdzielone czy razem - przeciwstawia się koncepcja niemiecka, rozdzielająca te elementy, t.j. tworząca osobne grupki ognia i osobne grupki uderzenia, łączące się dopiero w plutonie. Oczywiście, za tą koncepcją taktyczną idzie i koncepcja techniczna. Broń plutonu może i musi być cięższa; zakres jej działania i jej potęga musi być tem większą, im większy front i głębokość zajmuje osłaniany przez nią oddział. Broń drużyny, osłaniająca drużynę własną i najwyżej drużynę sąsiednią, może oczywiście zadowolić się mniejszemi wartościami skutecznej donośności i czasu trwania ognia, niż broń plutonu, osłaniająca jednostkę dwa razy większą. Z konieczności więc, koncepcja broni plutonu prowadzi od cięższego, „lekkiego” karabina maszynowego, niż koncepcja broni drużyny.

Że jednak nawet i w Niemczech powoli zaczynają sobie zdawać sprawę z wady, jaką stanowi zbytni ciężar broni samoczynnej pierwszej linji, świadczy o tem ciekawa dyskusja, jaka rozegrała się na łamach Milititr Wochenblatfu (Nr. 29 z 25 r. por. Brandt „Leichles Maschinengewehr oder Maschinen-pislole“ i Nr. 34 z 25 r. por. Reinhardt praca pod tym samym tytułem).

Por. Brandt, nie chcąc rezygnować z broni plutonu, ale podkreślając, zgodnie np. z kpt. Dewitz-Krebsem (MilitSr Wochenblatt Nr. 18) „techniczną i taktyczną odpowiedność k. m. Maxima 08/15“ uważa, że jedyną drogą wyjścia z dwóch sprzeczności: konieczności broni lekkiej i niemożności dowodzenia zbyt dużą jednostką w pierwszej linji, jest wprowadzenie, jako broni samoczynnej pierwszej linji, pistoletu maszynowego (krócicy). Danie bowiem lżejszego karabina maszynowego osłabi potęgę ognia plutonu, skoro karabin lżejszy traci na wydajności ognia. By tę stratę wyrównać, trzeba liczbę karabinów maszynowych podwoić. Ale jak je grupować? Po odrzuceniu - z omawianych poniżej względów - drużyny francuskiej, zostaje tylko jedno: złączenie dwu l. k. m w jedną sekcję. Ale sekcja ta, by zapewnić odpowiednią ilość amunicji swej broni, musi mieć około 15 ludzi wraz z dowódcą. Jest to więc, jako jednostka ogniowa pierwszej linji, jednostka zbyt ciężka.

Natomiast krócica (pistolet maszynowy) upraszcza znacznie to zagadnienie. Przy dobrej, silnej amunicji (jak amunicja pistoletu Mauzera 7,63 mm) i przy zamku zaryglowanym (w przeciwieństwie do niezaryglowanego obecnej krócicy Bergmana wz. 18) można otrzymać broń o donośności 1000 m, donośności skutecznej 500 m, t. j. właściwej odległości działania obecnego l. k. m. A do obsługi dwóch takich broni wystarczy 8-miu ludzi. W ten sposób, bez powiększenia obsługi i bez zmniejszenia wydajności ognia, można osiągnąć broń dwa razy lżejszą.

Na argumenty te odpowiada por. Reinhardt, podkreślając słusznie trudności podwójnej amunicji w pierwszej linji, niedostateczną siłę przebicia amunicji pistoletowej i - czynnik zasadniczy - tor zbyt stromy. Wszak i karabin powtarzalny, mimo iż działa skutecznie dziś zaledwo poniżej 400 m, ma jednak amunicję o donośności przeszło 10 razy większej. By bowiem otrzymać należytą śmiercionośność i tor płaski w przestrzeni skutecznego działania, trzeba dać pociskowi odpowiednią wagę i dużą szybkość początkową, t. j. tem samem donośność znacznie większą, niż istotnie potrzebna. Ten dodatek jednak nie jest bynajmniej przeszkodą; jeżeli bowiem broń dobrze spełnia wymogi, jakie się jej stawia, cóż szkodzi, że spełnia i więcej? Czasami nawet zdarzyć się może okazja wykorzystania tych dodatkowych właściwości. Ale rezygnować z płaskości toru, to rezygnować z połowy skuteczności broni.

A tego nie wolno.

Ciekawą jest rzeczą, że analogiczna dyskusja toczyła się i w Szwajcarji, gdzie początkowo jako broń samoczynną lekką zamierzano wprowadzić pistolet maszynowy o szybkostrzelności 1000 strzałów na minutę. Wkońcu jednak przeważyła opinja przeciwna amunicji pistoletowej i zamiast tej broni wprowadzono omawiany wyżej lekki karabin maszynowy Furrera.

Do swych argumentów przeciw krócicy (pistoletowi maszynowemu) mógłby więc por. Reinhardt dodać jeszcze i przykład szwajcarski. Ciekawe są jednak wnioski, jakie z tych słusznych założeń wyciąga. Otóż, odrzucając - zresztą bez uzasadnienia - drużynę francuską, chce obecną sekcję l. k. m niemiecką, powiększoną może o 2 ludzi, zaopatrzyć w 2 nowe, lżejsze karabiny maszynowe.

Widać więc, do jakich sprzeczności prowadzi chęć wprowadzenia lżejszej broni pierwszej linji przy równoczesnem odrzuceniu idei drużyny bojowej: albo pistolet maszynowy, a więc zrezygnowanie z tak ważnej płaskości toru, albo zmniejszenie obsługi, czyli ograniczenie zapasu amunicji.

Co za argumenty jednak przemawiają za odrzuceniem drużyny? Podaje je krótko w omówionym wyżej artykule por. Brandt. Oto podobno, po pierwsze, zmniejsza ona siłę uderzenia piechoty, a po drugie grenadjerzy w czasie walki ogniowej ponoszą przy tej organizacji niepotrzebne straty. Jakgdyby straty grenadjerów złączonych w osobną sekcję były mniejsze i jakgdyby nazwanie kilku ludzi „sekcją uderzenia” dawała im temsamem naprawdę tę zwiększoną siłę!

Prawdziwe źródło tej odmiennej koncepcji tkwi - jak to słusznie podnosi A. G. w omawianej wyżej serji artykułów w France Militaire - gdzieindziej. Oto niewątpliwie wprowadzenie broni samoczynnej naprowadza odrazu na pociągającą myśl „specjalistów” do jej obsługi i szczegółowego różniczkowania zadań najdrobniejszych nawet jednostek na polu walki. Taką też była pierwsza francuska organizacja po wprowadzeniu r. k. m. Chauchafa w 1916 r. Trzeba dopiero było krwawych doświadczeń wojny, by wykazać nicość tego różniczkowania czołowych oddziałów. Samo życie doprowadziło do żywiołowego skupiania się garstki najbliższych dokoła broni samoczynnej, pod dowództwem najenergiczniejszego, czyli do drużyny bojowej. Tych jednak, którzy doświadczeń tych nie przeszli, bo nie walczyli, jak Szwajcarzy, lub którzy ich przejść nie mogli - z powodu ciężaru ich broni, wykluczającego użycie jej w pierwszej linji - jak Niemcy i Anglicy, pociąga z natury rzeczy więcej koncepcja teoretyczna, niż doświadczenia cudze, a więc - jak zwykle - nieprzekonywające.

Reasumując, można powiedzieć, że idea oddzielenia w plutonie elementu uderzenia od elementu ognia jest to idea dania dowódcy plutonu możności może lepszego odpowiedzenia potrzebom chwili przez celowy i do poszczególnych warunków lepiej dostosowany rozdział ognia i uderzenia. Idea drużyny bojowej, to ograniczenie możliwości dowódcy plutonu. Co prawda, zachowuje on zawsze jeszcze możność kombinowania wysiłków swych drużyn; ale raz na zawsze dany mu podział środków ognia i uderzenia uniemożliwia mu wszelkie inne kombinacje, choćby bardziej odpowiające potrzebom chwili. To też na polu ćwiczeń, gdzie czas zawsze i możność namysłu i najzawilszych nawet rozstrząsań, pluton niemiecki mieć będzie przewagę nad plutonem francuskim.

Ale na wojnie dochodzi czynnik nowy, którego uwzględnienie na polu ćwiczeń jest niemożliwe: potężny psychiczny wpływ walki i niebezpieczeństwa. Pluton niemiecki nietylko umożliwia, ale wprost wymaga namysłu. Jak każdy więc system oparty na namyśle będzie miał przewagę tam, gdzie namysł jest możliwy; tam jednak, gdzie silny afekt wykluczy namysł - zawiedzie. Pluton francuski utrudnia zawiły namysł. Ale dzięki swej prostocie umożliwia reakcję natychmiastową, odruchową. Tam więc gdzie wymyślne kombinowa nie manewru będzie wykluczone, gdzie istnieć może jedynie odruch lub w odruch przemienione przyzwyczajenie—pozostaje narzędziem, mniej może giętkiem, ale zato działającem zawsze, a więc niezawodnem.

Pluton niemiecki odpowiada więc systemowi namysłu, pluton francuski systemowi odruchu. Ale czyż na wojnie od dowódcy plutonu można naprawdę wymagać namysłu, manewru? Manewr może kombinować dowódca dywizji, dowódca bataljonu, może dowódca kompanji - albo dowódca plutonu? Przypomnijmy sobie rzeczywistość wojny. Kiedyż to dowódca plutonu manewrował, kombinował, bawił się w rozmyślne operacje taktyczne? Na patroli - być może. Ale w piekle rzeczywistej walki? Nigdy! Niema tak żelaznych nerwów, tak stalowej woli, któraby w tem piekle bezpośredniej walki zezwoliła na trzeźwy i spokojny umysł. Nie! Tu decyduje odruch, instynkt, nieświadome wprost stosowanie głęboko wrytych zasad, których reprodukcja przychodzi nietylko bez namysłu, ale nieraz wprost bez nawet udziału świadomości. Dlatego też w ramach plutonu niema miejsca na górnolotne kombinacje. Jedynie co proste, to niezawodne, jedynie co elementarne, to może się utrzymać. Dlatego też na polu walki, pod wpływem potężnego wzruszenia, wykluczającego wszelkie zawiłe kombinacje, pluton typu niemieckiego, jako system namysłu, ustąpi pierwszeństwa plutonowi typu francuskiego, systemowi odruchu.

Drużyna więc bojowa, mniej może giętka na polu ćwiczeń, na polu walki zachowa zawsze swą rację bytu.


W skład uzbrojenia drużyny, poza jej bronią samoczynną, wchodzi jeszcze karabin, pistolet i być może, ewentualnie, pistolet maszynowy. Zagadnienie pistoletu i pistoletu maszynowego stanowi rozdział dla siebie, dość obszerny i pełen sprzecznych poglądów. To też omówienie jego odkładam do jednego z następnych przeglądów.

Natomiast tu pragnę zająć się jeszcze pokrótce zagadnieniem karabina.

Już przed wojną wysuwano postulat karabina o powtarzaniu samoczynnem. W przekonaniu przedwojennem był to środek powiększenia potęgi ogniowej piechoty, której jedyną bronią był karabin. Po wojnie jednak, gdy karabin maszynowy ciężki i ręczny przejął na siebie całą potęgę ognia piechoty, zagadnienie to - jak mogło się zdawać - straciło na aktualności.

Wprawdzie Niemcy wprowadzili pewną liczbę karabinów o powtarzaniu samoczynnem systemu Mondragon do wojska, wprawdzie Francuzi w roku 1917 wprowadzili swój R. S. C. do walki (ulepszony w roku 1918 jako „karabin o powtarzaniu samoczynnem W. 1918”), ale - zdawać się mogło - są to tylko surogaty, które znikną z chwilą udoskonalenia właściwej broni samoczynnej drużyny, jej ręcznego karabina maszynowego.

A jednak - mimo te zmiany - zagadnienie samo nie straciło na swej aktualności. Jakkolwiek oficjalnie nie włączone nigdzie w programy uzbrojenia, nie przestało być przedmiotem badań większości państw Europy i Ameryki. I tak Francja nie zaprzestała bynajmniej uzbrajać weń swe oddziały, walczące na wschodzie w Maroku i jest z rezultatów - jak przynajmniej podaje M. Devouges w osobno omówionej w Bellonie książce swej, „L’avencment des armes automatiques” (Paryż 1925) - zupełnie zadowolona. Niemcy popodobno czynią szereg prób z nowemi typami tej broni, Rosjanie wprowadzili już oficjalnie karabin Fiedorowa.

Potrzeba bowiem tej broni tkwi gdzieindziej. Oto rozproszenie celów dzisiejszej walki, zwłaszcza celów najbliższych, właściwych celów strzelca uzbrojonego w karabin, powoduje, że do zwalczenia ich trzeba broni zezwalającej na natychmiastową reakcję. Strzelec musi być zupełnie wolny od zwracania uwagi na broń. Całą swą uwagę musi skupić na polu walki, by w każdej chwili móc każdy szczegół spostrzec i bez zwłoki nań odpowiedzieć. Karabin powtarzalny jednak odrywa jego uwagę w najgroźniejszej może chwili od obserwacji nieprzyjaciela, zmuszając go do poruszenia zamka; karabin o powtarzaniu samoczynnem uwalnia go od tego, dając mu zawsze możność oddania celnego strzału właśnie wtedy, kiedy potrzeba. I na tem polega jego wartość.

Systemy konstrukcyjne karabinów o powtarzaniu samoczynnem dotąd jednak na ogół były dość skomplikowane. Można śmiało powiedzieć, że żaden jeszcze nie odpowiada zupełnie potrzebom piechoty.

Tem ciekawsza jest wiadomość o nowym karabinie o powtarzaniu samoczynnem amerykańskim, systemu Tompsona o którym donosi Revue d’Artilerie z lutego 1925 r. (Kpt. G. Morel „Fusil automatiąue Tompson Mod. 1923”).

Przedewszystkiem typ jego konstrukcyjny jest niezmiernie ciekawy. Jest to pierwszy karabin o zamku niezaryglowanym. Dotąd system niezaryglowania stosowany był tylko do pistoletów lub ciężkich karabinów maszynowych. Karabin natomiast, łączący w sobie cechy lekkości i dużej szybkości początkowej, zdawał się wykluczać użycie zamka niezaryglowanego, możliwego jedynie przy niskich ciśnieniach w lufie, lub przy bardzo ciężkim zamku. Tymczasem system Tompsona wprowadza go właśnie i do karabina. Możliwość tego wprost przewrotu technicznego polega na zastosowaniu zupełnie nowej idei, proponowanej już w roku 1915 przez komandora marynarki amerykańskiej Blish'a, ale zrealizowanej poraź pierwszy w pistolecie maszynowym (krócicy) Tompsona w r. 1921.

System ten polega na zastosowaniu faktu, że przy niektórych metalach tarcie tak silnie wzrasta wraz z ciśnieniem, że klin z tego metalu, oparty o płaszczyznę ze stali, przylega niejako do niej tak długo, aż ciśnienienie opadnie. Dopiero, gdy ciśnienie opadnie, to tarcie się zmniejszy i klin będzie się mógł przesuwać pod wpływem wywieranego nań nacisku.

System ten, mocno dyskutowany z chwilą zastosowania go po raz pierwszy w pistolecie, musiał jednak okazać swą żywotność, skoro zastosowano go do broni o tak trudnych warunkach konstrukcyjnych, jak karabin o powtarzaniu samoczynnem.

W karabinie zastosowanie jego jest następujące.

Trzon zamkowy zaopatrzony jest w gwint przerwany o nachyleniu 7°18’ (G. rysunek 1), spełniający rolę rygla. Komora zamkowa posiada analogiczną oporę ryglową, w kształcie gwintu przerwanego, wykonanego ze stopu miedzi i glinu. Ciśnienie, wywołane przez spalenie się prochu, przenosi się z zamka na rygiel, a przez jego gwinty na gwinty opory ryglowej. Jak długo ciśnienie jest wysokie, gwint zamka przylega do gwintu opory ryglowej. Gdy jednak ciśnienie opadnie, przyleganie ustaje, a zamek wykręca się z gwintów opory ryglowej pod wpływem resztki ciśnienia, otwiera się, wyciąga i wyrzuca łuskę. Powrót następuje pod wpływem osobnej sprężyny dosyłającej. System ten działa podobno bez zarzutu.

Jak podaje redakcja „Revue d’Artillerie“, poza systemem przylegania gra tu niewątpliwie rolę i bezwładność zamka, wymagającego dość długiego biegu po skośnych gwintach, by doprowadzić do otwarcia. Za tą ostatnią hipotezą zdaje się przemawiać doświadczenie, które wykazuje, że:

1) bez oliwienia łusek zamek się nie cofa;

2) przy zbyt małym ładunku (½ normalnego) również nie nastąpi otwarcie;

3) przy powiększeniu ilości prochu zamek działa tem szybciej, im silniejszy jest ładunek prochu.

Bądź co bądź jednak, niezależnie od systemu działania, broń jest bardzo prosta i mocna, tembardziej, że wynalazca zaopatrzył ją w szereg bardzo wygodnych urządzeń, jak np. wyciąganie bardzo stopniowe i łagodne i bieg zamka krótki, bo zaledwo 1 cm za dno łuski. Doprowadzanie odbywa się tak, jak w karabinie powtarzalnym. Jedyną ujemną stroną jest konieczność oliwienia łusek. W tym celu komora donośnika zaopatrzona jest w 4 łapki oliwiące naboje przez tarcie o nie. Jedno ich napełnienie oliwą wystarcza na 300 naboi, co przy minimalnym ciężarze zapewnia oliwienie niezawodne.

Broń pozatem może działać i przez zwykłe powtarzanie, co ma dużą zaletę w razie zacinań, wynikłych np. z braku oliwienia.

Do karabina tego można dostosować trojakiego rodzaju lufę, rozmaitej grubości, zależnie od ilości strzałów, jaką się od niego wymaga. Ciężar jego wynosi 4,6 kg, przy lufie lekkiej, a 6,9 przy lufie ciężkiej. Długość broni 1,22 m.

Wygląd zewnętrzny broni podaje rysunek 2.

Zagadnienie broni samoczynnej łączy się z zagadnieniem wrażenia odrzutu. Broń bowiem samoczynna, dająca możność szybkiego kolejnego oddania szeregu strzałów, nie może męczyć strzelca; inaczej bowiem zysk szybkostrzelności rychło opadnie naskutek zmniejszenia się celności.

Jak ostatnie doświadczenia gen Journće'a wykazały (Revue d’Artillerie maj 1925, str. 515—518) wrażenie odrzutu nie stoi w stosunku do popędu (mv) jak dotąd nieraz mniemano - ale do energji odrzutu (mv2/2g) a raczej, zgodnie z psychoficznem prawem Fechnera - do logarytmu tej energji. Mowa tu o całkowitem wrażeniu odrzutu, ponieważ wrażenie lokalne ramienia zależy w wielkiej mierze od szybkości odrzutu. To też, przy równej energji odrzutu, broń lekka uderza w ramię silniej, niż ciężka.

Doświadczenia te okazały również, że - wbrew rozpowszechnionej opinji - wrażenie odrzutu broni samoczynnej, zwłaszcza działającej przez odrzut - jest większe, niż broni powtarzalnej. To też, by w tych samych warunkach stworzyć to samo wrażenie odrzutu, broń samoczynna powinna być cięższa od powtarzalnej.

Ponadto okazało się, że energja odrzutu większa od 3,5 kgm wyklucza celny strzał. Toż samo, bez względu na ciężar broni, dzieje się jeżeli szybkość odrzutu przewyższa 5,5 m/sek.

Te dane doświadczalne mają duże znaczenie praktyczne, zwłaszcza w epoce przezbrajania się wszystkich państw. Tłumaczą one dlaczego, mimo iż popęd (ilość ruchu) odrzutu karabina przeciwczolgowego niemieckiego była jeszcze w granicach normalnych, to jednak energją odrzutu (ponad 9,7 kgm) powodowała wrażenie strzału tak nieznośne, że wykluczało celny strzał z tej broni.

Mjr. dr. Tadeusz Felsztyn.


  • 1) Inne dane charakterystyczne broni tej są następujące: kaliber karabina powtarzalnego (7,45 mm). Szybkość początkowa 740 m/sek. tj. o 65 m/sek. mniej niż karabina. Zasada działania: długi odrzut lufy (74 mm). Celownik o podziałce od 100 m począwszy. Broń zaopatrzona w trójnóg z podpórką kolby. Celność ogniem ciągłym wystarczająca do odległości 600 - 700 m.
PRZYPISY
z 243
generate time: 0.290 s, memory: 16.83